Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉
Są takie filmy, które wystarczy obejrzeć tylko raz i wiemy, że zostaną z nami na całe życie...
W poniedziałek obchodzony był Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Jest to też kolejna (w tym roku 75) rocznica wyzwolenia obozu w Auschwitz. Czasy II Wojny Światowej to głównie mrok o gęstości smoły. Cierpienie, o którym nie powinno się zapominać czy milczeć, chociaż ono samo woła przez te wszystkie lata tylko może my stajemy się coraz bardziej głusi na ten krzyk... szczególnie, kiedy prawda wykorzystywana jest do celów politycznych.
W szeroko pojętej kulturze pojawiają się liczne książki oraz filmy traktujące właśnie o II Wojnie Światowej. Można podać wiele przykładów wojennych opowieści, które wydarzyły się po różnych stronach konfliktu i które, mniej lub bardziej, bazują na rzeczywistych wydarzeniach.
Zapewne część z Was zdążyła się już domyślić, że tytuł dzisiejszej notki nie jest przypadkowy. Kto oglądał Życie jest piękne Roberta Benigni, ten doskonale wie, że właśnie tak Guido zwracał się do swojej ukochanej, z którą przyszło mu stać się bohaterem dramatu holokaustu we Włoszech. Ubarwiał rzeczywistość innym na każdy możliwy sposób, żeby dać siłę i nadzieję w tym trudnym czasie.
Temat drugiej wojny światowej podejmuje również film Jojo Rabbit jednak tutaj historia dzieje się po stronie niemieckiej. Jojo, dziesięcioletni fan Adolfa H., zostaje skonfrontowany z rzeczywistością i ze swoimi poglądami, szczególnie tymi, które wpajano mu na temat Żydów. Film rozpoczyna się dosyć humorystycznie, ale nie dajcie się zwieźć, bo ten królik kopnie i to nie raz. A kopnie mocno. Więcej nie napiszę, ponieważ trzeba sprawdzić samemu, co siedzi w środku a myślę, że warto.
Żeby tego było mało, w dniu, w którym wróciłam z seansu wspomnianego filmu, telewizja publiczna puściła w eter rarytas - Dyktator. Charlie Chaplin wciela się w dwie role: bezwzględnego imperatora dziwnie podobnego do Adolfa; oraz Żyda, który z kolei mylnie zostaje rozpoznany jako imperator. Punktem kulminacyjnym filmu jest wielka przemowa do ludu. Słuchając tych słów za każdym razem mam nieodparte wrażenie, że one nic a nic nie tracą na wartości i aktualności.
Warto żeby nas poruszono, obudzono ponownie, ponieważ trzeba pamiętać że to ludzie ludziom zgotowali ten los... i nie może być mowy o przymykaniu oczu na krzywdę innych. Po prostu nie.
*ostatni cytat pochodzi z Medalionów Zofii Nałkowskiej
Komentarze
Prześlij komentarz
Chcemy tylko kulturalnych komentarzy!