Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉
Nikogo nie zaskoczy stwierdzenie, że poniedziałek to ciężka sprawa. Jakoś konkretnie nic nikomu nie zrobił a większość z nas go nie lubi. Więc co z tym poniedziałkiem jest nie tak?
W 2017 roku do kin trafił film What happened to Monday (w Polsce otrzymał tytuł Siedem sióstr), opisujący sytuację z roku 2043, kiedy świat stoi przed koniecznością poradzenia sobie ze zbyt dużym przyrostem naturalnym. Spożywanie genetycznie modyfikowanej żywności wpłynęło na ilość ciąż mnogich, co z kolei drastycznie zwiększyło liczbę ludności i jak na irionię wróciliśmy do punktu wyjścia - mniej jedzenia na zbyt wiele osób. W związku z tym w życie wchodzi restrykcyjne prawo do posiadania tylko jednego dziecka. Pozostałe mają zostać zahibernowane do czasu, aż świat będzie w stanie zapewnić im odpowiednie warunki do życia. I w takich realiach, nielegalnie, przychodzą na świat siostry Settman.
Ich opieki i jednoczesnego ukrywania, podejmuje się dziadek zmarłej przy porodzie matki dziewczynek. Jak już się pewnie domyślacie swe imiona siostry zawdzięczają dniom tygodnia (gdyby ktoś szukał pomysłu na imię dziecka to chyba nie polecam takiego rozwiązania 😉). Dorastają wychodząc z mieszkania tylko raz w tygodniu, oczywiście w dniu swego imienia, ale muszą bezwględnie zachowywać się jak ta sama osoba, czyli Karen Settman (jest to imię ich matki), której tożsamość dzielą. Tak mija 30 lat, a kiedy spotykamy siostry Settman ponownie, okazuje się, że Monday nie wraca do domu na noc, co się nigdy nie zdarzyło. Pozostała szóstka sióstr nabiera złych przeczuć (cytując Hana Solo: I've got a bad feeling about this). Powoli dowiadujemy się, co też stało się z panią Poniedziałek. A warto śledzić wszystko uważnie, żeby nie umknął żaden szczegół.
Film może i nie jest obrazem wybitnym czy porywającym, jednak potrafi ująć ciekawą koncepcją, dotyczącą naszej przyszłości tu na Ziemi oraz klimatem jaki stworzyły siostry grane przez Noomi Rapace - każda jej wersja jest na swój sposób wyjątkowa. Całość daje do myślenia, a sam temat okazuje się być nam bliższy niż się wydaje, gdyż politykę jednego dziecka możemy skojarzyć z prawem panującym w Chinach, a nadmierne wykorzystywanie zasobów naszej planety dzieje się na naszych oczach. W końcu trudno, żeby działo się inaczej w obecnej cywilizacji zysku i konsumpcjonizmu, którą bezmyślnie mam wrażenie tworzymy. Może przy tak banalnej okazji jak poznanie historii sióstr Settman, warto się przyjrzeć temu, co dzieje się wokół nas i na co możemy mieć realny i pozytywny wpływ.
Komentarze
Prześlij komentarz
Chcemy tylko kulturalnych komentarzy!