Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉
Z nowym rokiem przychodzą nowe postanowienia, chociaż powinny one przychodzić nam na myśl niezależnie od pory roku czy daty, na przykład teraz w lipcowy dzień 😊 Podobnie po Sylwestrze, tak jak te grzybki (szkoda, że nie halucypki 😋) po deszczu, wychodzą książkowe wyzwania, szczególnie te ilościowe.
Osobiście w żadnym nie brałam udziału i nie biorę. Mam za to od kilku lat taki powiedzmy limit, do którego chciałabym dojść w danym roku, czyli 30 książek. Zwykle udaje mi się do niego doskoczyć a nawet przekroczyć, chociaż obecnie trochę w tym temacie zwolnienie nastąpiło... Bywa i tak, nie mam zamiaru się zrażać.
Przeglądając internety i czytając czasem różne recenzje, zastanawiam się dość często czy autorzy tychże tak realnie czytają omawiane pozycje literatury, tak od deski do deski, czy przelatują przez nie jak stado wiedźm nad Łysą Górą? Zdarza mi się odnosić wrażenie, że bliżej im do opcji numer dwa, szczególnie jeśli brać pod uwagę intensywność wrzucania informacji o przeczytanych książkach. A może to ja zwyczajnie za wolno czytam? I w tym może się też kryć ziarno prawdy, ponieważ każdy z nas ma inny styl czytania. Ja staram się czytać uważnie i chłonąć szczegóły, ale znam osoby mi bliskie, które czytają szybciej, ponieważ nie skupiają się tak jak ja na każdej pierdole 😆 (ja to się jednak lubię delektować książką jak dobrym deserem wyczekiwanym od rana lub nagrodą za przetrwanie dnia 😎)
No i dochodzimy do punktu: ilość czy jakość?
Właśnie dzisiaj obejrzałam powyższy, bardzo interesujący materiał w tym temacie. Autor Max Joseph przeczesał kwestię czytania w bardzo ciekawym podejściu. Odwiedził też nietypowe, piękne księgarnie 💓. Wyszedł z punktu, do którego większość książkolubów z czasem dociera, czyli: jak czytać więcej? I wnioski są dość zaskakująco proste a wręcz oczywiste, bo, żeby czytać więcej wcale nie potrzeba wiele wysiłku a ważne jest wyrobienie w sobie dobrych nawyków. Dziś z dostępnością do różnych formatów książek nie ma większych problemów, więc i pole rażenia się zwiększyło, tylko nam się musi chcieć. Tak na poważnie chcieć a nie chwilowo, żeby coś realnie zmienić.
A czy liczy się ilość, czy jakość? Myślę, że każdy musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie, bo ja jednak jestem zdania, że to ma być przyjemność a nie wyścig czytelniczy. A liczę sobie ilość książek przeczytanych tak właściwie dla siebie, z ciekawości 😊 Jeśli chcemy coś robić dobrze, to musi to nam sprawiać przyjemność przede wszystkim. Żadna przyjemność w katowaniu się tym, co się lubi, bo wtedy nam to brzydnie.
Komentarze
Prześlij komentarz
Chcemy tylko kulturalnych komentarzy!