Przejdź do głównej zawartości

Celujemy

A po co? A na co?

Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉

#29

25.03 to dzień, w którym Sauron zostaje unicestwiony przez dzielnych bohaterów Śródziemia (ciekawe, czy można ich nazywać Śródziemianami?). Został on ustanowiony Dniem czytania Tolkiena. A Tolkien to ma wiele na sumieniu, chociaż nic o tym nie wie. Dlaczego? Powodów jest kilka.

Mając lat piętnaście pierwszy raz czytałam Władcę pierścieni. Niby nic niezwykłego, bo pewnie każdy czytał lub próbował czytać Tolkiena wcześniej, czy później. Jednak właśnie ta opowieść mnie tak oczarowała, że bardzo długo żadna inna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Jest to powieść, do której chętnie wracam i zawsze znajduję coś nowego w znanej mi już historii. Zatem winą Tolkiena jest oczarowanie mnie fantastyką i to tak mocno, że po tych wielu latach, to nadal mój ukochany gatunek literacki.



Tolkien winien jest również tego, że zaczęłam nieudolnie, bo nieudolnie, pisać i myśleć poważniej o tworzeniu światów i fantastycznych historii. Bo przecież skoro jemu się udało, a bardzo długo walczył o wydanie swoich powieści; to, czemu nie ja? Któż nie zaczynał od takiego myślenia?😉
Czasem jest tak, że czyta się książkę i pojawia się myśl: kurcze, przecież ja też tak potrafię! A nawet lepiej! Innym razem znowu podczas lektury pojawia się nieco inna myśl: cholera, nie ma opcji, żebym tak umiała... I tak dwa do zera dla pana, panie T.

symbol autora/źródło: www.serishirts.com

I teraz dość nietypowo będzie i może dziwnie, ale Tolkien, mój ukochany Tolkien mistrz, jest winny temu, że zachciało mi się uczyć włoskiego. Absurd, nie? Wyobrażam sobie teraz Wasze miny, bo co ma piernik do wiatraka, prawda? A jednak. Otóż w pokręcony sposób ma tu coś piernik do wiatraka, ponieważ wymyśliło mi się raz, że fajnie byłoby kiedyś móc przeczytać Władcę pierścieni po włosku. I to mnie popchnęło na studia. Niewiarygodne a jednak. Chociaż pewnie niektórzy swoje studia wybierali w równie barwny sposób 😉 Póki co udało mi się przeczytać Hobbita a reszta oczekuje na swoją kolej.

okładka książki Hobbit/źródło: thetolkienist.com


Tolkien jest przyczyną dla różnych dobrych rzeczy w moim życiu i jedno jest pewne - dobrze, że się w nim pojawił i poruszył, co miało zostać poruszone. Pewnie nigdy nie przeszło mu przez myśl, że jego opowieści będą miały taką moc sprawczą.


Komentarze