Przejdź do głównej zawartości

Celujemy

A po co? A na co?

Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉

#9

Każdy mój krok zwiastuje skrzypnięcie świeżego śniegu. Jest tak nieskazitelnie biały i czysty. Przyciąga mnie. Wypełnia moje myśli.
Nogi niosą mnie same. Wiem, dokąd mnie zaprowadzą. Robią to niemal codziennie bez udziału mojej świadomości. Robią to bezwiednie już od tylu lat.
Ludzie mijają mnie, jak co dzień i jak każdego dnia nawet nie zwracają na mnie najmniejszej uwagi. Może to i dobrze. Łatwiej będzie mi zrobić to, co zamierzam. Podjąłem decyzję. Dziś się na to odważę. Dziś, w dniu pierwszego śniegu, zrobię to, z czym nosiłem się już od dłuższego czasu. To będzie mój dzień.
Idę wciąż równym krokiem. Nie przyspieszam. Nie muszę. Zbaczam z wyznaczonego kursu jedynie po to by przejść na drugą stronę drogi, ominąć jakiegoś przechodnia pędzącego tylko w sobie wiadomym kierunku i sprawie. Mimo wszystko wciąż trzymam się wyznaczonego szlaku. Trzymam się swojego postanowienia. Bo przecież postanowień trzeba dotrzymywać. Nawet, jeśli nie są one łatwe.
W końcu docieram do celu. Widzę, że jest tu więcej takich jak ja. To pocieszające, że w tej ważnej chwili nie będę sam. Zawsze lepiej mieć towarzysza, nawet obcego, jeśli wyrusza się w tak długą drogę. A moja taka będzie. Chociaż komuś może się wydawać, że będzie trwać tylko chwilę.
Tłoczymy się na tej niewielkiej przestrzeni. Stoimy obok siebie. Nie pozdrawiamy się, bo w takiej sytuacji to chyba niepotrzebne. Wszyscy wiemy, po co tu jesteśmy. Nie trzeba nam zbędnych słów czy gestów. Czekam. Czasem nerwowo rozglądam się. Ludzi przybywa wprost proporcjonalnie do uciekającego czasu. Nachodzi mnie myśl, że w tym ścisku nie dam rady i nie dostanę mojej szansy. Patrzę na zegarek. Została jeszcze minuta i wtedy wszystko się wyjaśni. Pięćdziesiąt sekund. Czterdzieści. Trzydzieści. Piętnaście. Serce zaczyna łomotać w piersi. Mam tremę jak przed pierwszym występem na scenie. To uczucie zostanie ze mną do końca.
Godzina wybiła. Wszyscy zwróciliśmy głowy w jedną stronę. Słyszę szum a potem pisk i cyknięcie. Ruszam. Zajmuje z góry upatrzone miejsce. Porządek nawet w takiej chwili jest wskazany.
Podchodzi do mnie jeden taki. Patrzy i wypowiada słowa, które wyryją mi się w duszy na zawsze.
- Pan też do Katowic? Czy to miejsce jest wolne?

Komentarze