Przejdź do głównej zawartości

Celujemy

A po co? A na co?

Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉

#24

Z wielką łatwością opowiada się o dobrych ludziach, pozytywnych postaciach w życiu i w fikcji. Jakoś przychodzi to tak naturalnie. Rozpływamy się w superlatywach albo milczymy w podziwie, bo słowa to za mało, żeby opisać kogoś na wskroś dobrego. A jeśli ktoś nie jest pozytywną postacią? Dość szybko okazuje się, że nie brakuje nam wyobraźni, żeby przedstawić i takich delikwentów. Wręcz można się prześcigać w określeniach dobitności faktu, że dana persona jest non grata.
Podobnie myślę jest wśród pisarzy, tworzących postacie fikcyjne lub przedstawiające sylwetki postaci historycznych. Jednak w tym kręgu jeden wychodzi na czoło i jak dla mnie jest on magikiem od czarnych charakterów.
Mario Puzo jest pewnie najbardziej znany z wykreowania postaci Vita Corleone, w pewnych kręgach znanego lepiej jako Ojciec chrzestny. Książka pod tym samym tytułem oraz dalsze części historii rodziny Corleone, przyniosły autorowi nie tylko rzeszę fanów, ale również dwa Oscary, ponieważ na podstawie książek powstała seria filmów o Ojcu chrzestnym, a sam Mario Puzo był autorem scenariuszy. Poza tym pewnie mało kto wie, że maczał on także palce w filmach o Supermanie (rok 1978 i 1980).


W swoich zbiorach posiadam pięknie ostatnio wydane (nie mogę o tym nie wspomnieć, ponieważ okładki są proste a urzekające) powieści Mario Puzo. Przyznaję, że nigdy nie obejrzałam całego Ojca chrzestnego często tylko fragmenty filmów, ale na ksiażkę miałam wielką chęć od dawna. No i w ten oto sposób dałam się porwać magii jaką roztacza Puzo, kreując postacie fikcyjne oraz, jak w Rodzinie Borgiów, postacie historyczne.
Głównie w swoich powieściach autor ukazuje osoby kojarzące się jednoznacznie kiepsko, żeby nie powiedzieć źle. Robi to natomiast tak wdzięcznie i umiejętnie, że nie wiedząc kiedy, zaczynamy kibicować im w poczynaniach, czy to w walce z niesprawiedliwością wymiaru sprawiedliwości, czy to w walce pomiędzy mafijnymi rodzinami, czy w walce o wolność uciśnionych Sycylijczyków... Wiadomo, że nie wszystkie czyny bohaterów są dobre, ale dzięki kunsztowi pisarskiemu autora widzimy te postacie wielowymiarowo, zaczynamy rozumieć ich motywy. Nie musimy się z nimi zgadzać, ale dostrzegamy, że to wszystko nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać. Dzięki temu postacie nie są płaskie, wciągają nas w wir zdarzeń i ubogacają, ukazując wielorakość charakterów i różne motywacje.


Dla mnie Mario Puzo to mistrz czarnych charakterów, ich obrońca. Czytając o mafii spodziewamy się nie tylko krwawej vendetty, ale pewnego konkretnego sposobu przedstawienia postaci. A tutaj autor nie raz, nie dwa zaskakuje czytelnika, zwracając mu uwagę na tło wydarzeń, ludzi, którzy ukształtowali bohatera. Dokładnie tak, jak w życiu. Wszystko ma wpływ na nasze działania i na to, kim jesteśmy.
Tworzenie bohaterów powieści, opowiadania czy filmu nie jest zadaniem łatwym, szczególnie, kiedy autorowi zależy, żeby postacie nie były papierowe i sztampowe. To ciężka i mozolna praca, która wymaga dbania o szczegóły nie tylko zewnętrzne, ale również charakteru. Mario Puzo robi to genialnie i już się nie potrafię doczekać jak w moje ręce wpadnie kolejna pięknie wydana powieść. Mogę tylko żałować, że więcej ich Puzo nie napisze.

Komentarze