Każdy ma swoje ulubione miejsca, do których chętnie wraca najczęściej jak się da (u mnie to na pewno góry). Miejsca, w których czuje się dobrze. Czasem nie są to miejsca a osoby, z którymi lubimy spędzać czas, z którymi rozumiemy się w lot. W takim anturażu (czytanie poszerza słownictwo jak widać he he) czujemy się po prostu, zwyczajnie dobrze, bo wracamy tam, gdzie jesteśmy mile widziani, gdzie wszystko jest nam dobrze znane i mamy poczucie pewności, bezpieczeństwa. Ale takie odczucia może również budzić powrót do kolejnej książki z serii, czy ulubionego filmu, serialu... Lubię takie powroty, szczególnie jak z bohaterami jesteśmy na ty.
Ostatnio w ramach wyboru następnej książki do przeczytania, dane jest mi powrócić do Królestwa Sześciu Księstw za sprawą
Misji Błazna Robin Hobb (wspomniałam o tej autorce w inny poście:
Write here, right now! Right here, write now!). Wracam więc do znanych mi bohaterów Bastarda, Błazna, Ciernia... Powrót ten następuje (w opowieści, dobrze, że nie w rzeczywistości) piętnaście lat po wydarzeniach z poprzedniej trylogii
Skrytobójca. Bastard już nie jest chłopcem a na pewno nie jest tym samym człowiekiem, jakiego poznałam na początku poprzedniej serii. Zmienił się zupełnie tak samo, jak dzieje się to z nami (piętnaście lat to kawał czasu). Sam bohater też doświadcza powrotu do dawnych spraw i miejsc, od których chciał czy też musiał się odseparować, żeby nie powiedzieć: uciec. Jeśli to stwierdzenie wydaje Wam się tajemnicze, to wszystko dlatego, że staram się nie zdradzić zbyt wiele z fabuły pierwszej trylogii o Bastardzie, która znacząco wpływa na historię następnej, jak to bywa z przeszłością. Musicie więc sami sprawdzić, co się wydarzyło.
 |
| Robin Hobb/źródło: Wikipedia |
Tą książką wracam także do jednej z moich ulubionych autorek, czyli Robin Hobb a właściwie Margaret Astrid Lindholm Ogden. Swój pseudonim stworzyła bardzo naukowym podejściem do sprawy (jak sama opowiadała w wywiadzie
sprawdź!). Pseudonim miał być z założenia krótki, łatwy do wymówienia i zapamiętania oraz, żeby się mieścił na okładce w całości. I tak Robin, bo pozytywnie się kojarzy chociażby z Robin Hoodem, a Hobb... ponieważ w amerykańskich księgarniach półka z literką
H była na wysokości wzroku. Sprytne bardzo i kreatywne zarazem. Każdy pseudonim jak widać ma głębsze znaczenie i swoją genezę.
Robin Hobb pisze bardzo ciekawie, tworząc wyrazistych bohaterów, którzy w trakcie historii nabierają doświadczenia, nieustannie się zmieniając. Postacie nie są papierowe, ale tętniące życiem. Zmieniają zdanie oraz swoje postępowanie w wyniku wydarzeń, które je dotykają. Bohaterowie stają się czytelnikowi bardzo bliscy, dzięki czemu tak łatwo można zanurzyć się w powieściach Robin Hobb. Do tego jeszcze dochodzi stworzony świat, w którym można spotkać różne rodzaje mocy oraz stworzeń.
Powrót do Bastarda i jego nowych przygód sprawia dużo radości i przyjemności, jakby się spotkało dawno niewidzianego przyjaciela. Oczywiście w trakcie czytania skacze mi nie raz ciśnienie, ponieważ zaczynam się obawiać o zdrowie a nawet życie moich książkowych kumpli. Dziwne? Chyba nie. Więź nawiązana podczas lektury pierwszej trylogii, w drugiej tylko się wzmaga.
Powroty, jak wiadomo mogą być różne. Jedne sprawiają olbrzymią radość i łatwo nam przychodzą, a inne z kolei napawają nas niechęcią i przerażeniem. Dobrze, że Robin Hobb tak świetnie pisze, dzięki czemu mamy tutaj przewagę opcji numer jeden.
Link do strony autorki (skąd pochodzi również zdjęcie):
http://www.robinhobb.com/
Komentarze
Prześlij komentarz
Chcemy tylko kulturalnych komentarzy!