Przejdź do głównej zawartości

Celujemy

A po co? A na co?

Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉

#20

Każdy ma swoje ulubione miejsca, do których chętnie wraca najczęściej jak się da (u mnie to na pewno góry). Miejsca, w których czuje się dobrze. Czasem nie są to miejsca a osoby, z którymi lubimy spędzać czas, z którymi rozumiemy się w lot. W takim anturażu (czytanie poszerza słownictwo jak widać he he) czujemy się po prostu, zwyczajnie dobrze, bo wracamy tam, gdzie jesteśmy mile widziani, gdzie wszystko jest nam dobrze znane i mamy poczucie pewności, bezpieczeństwa. Ale takie odczucia może również budzić powrót do kolejnej książki z serii, czy ulubionego filmu, serialu... Lubię takie powroty, szczególnie jak z bohaterami jesteśmy na ty.

Ostatnio w ramach wyboru następnej książki do przeczytania, dane jest mi powrócić do Królestwa Sześciu Księstw za sprawą Misji Błazna Robin Hobb (wspomniałam o tej autorce w inny poście: Write here, right now! Right here, write now!). Wracam więc do znanych mi bohaterów Bastarda, Błazna, Ciernia... Powrót ten następuje (w opowieści, dobrze, że nie w rzeczywistości) piętnaście lat po wydarzeniach z poprzedniej trylogii Skrytobójca. Bastard już nie jest chłopcem a na pewno nie jest tym samym człowiekiem, jakiego poznałam na początku poprzedniej serii. Zmienił się zupełnie tak samo, jak dzieje się to z nami (piętnaście lat to kawał czasu). Sam bohater też doświadcza powrotu do dawnych spraw i miejsc, od których chciał czy też musiał się odseparować, żeby nie powiedzieć: uciec. Jeśli to stwierdzenie wydaje Wam się tajemnicze, to wszystko dlatego, że staram się nie zdradzić zbyt wiele z fabuły pierwszej trylogii o Bastardzie, która znacząco wpływa na historię następnej, jak to bywa z przeszłością. Musicie więc sami sprawdzić, co się wydarzyło.

Robin Hobb/źródło: Wikipedia
Tą książką wracam także do jednej z moich ulubionych autorek, czyli Robin Hobb a właściwie Margaret Astrid Lindholm Ogden. Swój pseudonim stworzyła bardzo naukowym podejściem do sprawy (jak sama opowiadała w wywiadzie sprawdź!). Pseudonim miał być z założenia krótki, łatwy do wymówienia i zapamiętania oraz, żeby się mieścił na okładce w całości. I tak Robin, bo pozytywnie się kojarzy chociażby z Robin Hoodem, a Hobb... ponieważ w amerykańskich księgarniach półka z literką H była na wysokości wzroku. Sprytne bardzo i kreatywne zarazem. Każdy pseudonim jak widać ma głębsze znaczenie i swoją genezę.
Robin Hobb pisze bardzo ciekawie, tworząc wyrazistych bohaterów, którzy w trakcie historii nabierają doświadczenia, nieustannie się zmieniając. Postacie nie są papierowe, ale tętniące życiem. Zmieniają zdanie oraz swoje postępowanie w wyniku wydarzeń, które je dotykają. Bohaterowie stają się czytelnikowi bardzo bliscy, dzięki czemu tak łatwo można zanurzyć się w powieściach Robin Hobb. Do tego jeszcze dochodzi stworzony świat, w którym można spotkać różne rodzaje mocy oraz stworzeń.
Powrót do Bastarda i jego nowych przygód sprawia dużo radości i przyjemności, jakby się spotkało dawno niewidzianego przyjaciela. Oczywiście w trakcie czytania skacze mi nie raz ciśnienie, ponieważ zaczynam się obawiać o zdrowie a nawet życie moich książkowych kumpli. Dziwne? Chyba nie. Więź nawiązana podczas lektury pierwszej trylogii, w drugiej tylko się wzmaga.
Powroty, jak wiadomo mogą być różne. Jedne sprawiają olbrzymią radość i łatwo nam przychodzą, a inne z kolei napawają nas niechęcią i przerażeniem. Dobrze, że Robin Hobb tak świetnie pisze, dzięki czemu mamy tutaj przewagę opcji numer jeden.
Link do strony autorki (skąd pochodzi również zdjęcie): http://www.robinhobb.com/

Komentarze