Przejdź do głównej zawartości

Celujemy

A po co? A na co?

Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉

#18

Najbardziej podoba mi się w ogólnie pojętej fantastyce, że ma wiele odcieni. Różne gatunki łączą się, tworząc zupełnie nowe hybrydy, wpadające do szuflady z napisem: fantastyka. W ten sposób każdy może znaleźć coś dla siebie, coś, co jest bardziej lub mniej fantastyczne, bardziej lub mniej kosmiczne.
Jednym z kolorów fantastyki jest urban fantasy, które zgodnie z definicjami, jakie można powszechnie znaleźć, jest podgatunkiem fantasy (które jest z kolei gałęzią fantastyki - takie drzewo!). Cechy charakterystyczne to przede wszystkim pozorna sprzeczność między techniką a magią, które, mimo wszystkich znaków na niebie i ziemi, istnieją wspólnie w realnym świecie. Akcja na ogół osadzona jest w rzeczywiście istniejących wielkich miastach takich, jak na przykład Londyn.
Osobiście lubię ten rodzaj fantastyki, ponieważ książki są zabawne, lekkie w odbiorze i pozwalają z łatwością wejść do świata bohaterów, który w 99% przypadków jest niezwykle bliski naszej teraźniejszości. Oczywiście po kilku latach ten stan ulegnie zmianie, ale jednak jest to coś, co znamy.
Powiedzmy sobie szczerze, że kiedy czytam książkę, to nie zastanawiam się do jakiego gatunku czy podgatunku literarury należy. Jak jest dobra, to jest dobra i to mi wystarczy. Stąd o tym, że czytam/czytałam coś z urban fantasy dowiedziałam się już po fakcie, ewentualnie w trakcie lektury. Może uda mi się kogoś zachęcić do tej gałązki fantastycznego drzewa, po przedstawieniu tych kliku propozycji, które mnie oczarowały humorem, postaciami, historią...
Mercedes Thompson to główna bohaterka książek autorstwa Patricii Briggs. Mercy jest mechanikiem samochodowym z upodobaniem do Volkswagenów (Das auto!). Mieszka w przyczepie kampingowej, mając za sąsiada wilkołaka, przywódcę stada w Tri-Cities. Trzeba dodać, że Mercy jest zmiennokształtną - potrafi zamieniać się w kojota.


Okładki może nie są jakoś szczególnie zachęcające, ale wnętrze już tak. Mercy jest twardą babką, mającą swoje zdanie i zasady, których stara się trzymać. Każda z przygód opisanych w cyklu jest nietypowa, a ich akcja poprowadzona bardzo dobrze, utrzymując czytelnika w napięciu i niepewności. Bohaterów nie da się nie lubić (zdarzało mi się czytać, pomijając kilka stron, żeby się przekonać co dalej i czy mnie autorka nie zasmuci czymś). No i dużym plusem jest humor oraz łatwość odbioru książki.
Kevin Hearne jest z kolei autorem Kronik Żelaznego Druida. Co powiecie na wiadomość, że gdzieś obok Was zamieszkuje prawdziwy celtycki druid, który ma raptem jakieś dwa tysiące lat? Niemożliwe? A jednak! Oto Atticus O’Sullivan we własnej osobie i jego wilczarz irlandzki, Oberon (również wspierany mocą długowieczności właściciela!). Ostatni druid na Ziemi zaczaił się w miasteczku Tempe w Arizonie, jednak niebawem jego nowa tożsamość zostaje odkryta i zaczynają się różnego rodzaju kłopoty. Bo jak nie mieć kłopotów, jeśli celtyccy bogowie mają do nas jakiś żal albo Gaja potrzebuje pomocy, albo do żalów dołączają bogowie innych religii? Ciężka sprawa z tym byciem druidem, prawda? Jednak wszystkie przygody okraszone są dużą dawką humoru (dla mnie najzabawniejsze są często dialogi Atticus - Oberon), zwrotów akcji, barwnymi postaciami.


Z Atticusem można liczyć na jazdę bez trzymanki. Zabawne teksty przeplatają się z dobitnie mądrymi stwierdzeniami, więc nie jest to też literatura, z której nie można wynieść czegoś dla siebie (co wyniosłeś z zajęć? kredę 😋). Uwielbiam serię również za inne spojrzenie na boski świat, które daje do myślenia, szczególnie jak pojawia się opinia o Jezusie, że musi On mieć strasznie pod górkę z nami chrześcijanami, kiedy se Go tak nieustannie wyobrażamy na krzyżu - przecież to Go boli!
Peter Grant jest londyńskim detektywem. Może nie jest mistrzem policyjnego fachu, jeszcze, ale za to nadrabia gorliwością. A do tego ma moc. I to taką magiczną. Trafia pod skrzydła mentora i uczy się jak to jest być czarodziejem w dzisiejszym świecie.


Polskie ostatnie wydania książek autorstwa Bena Aaronovitcha oraz Andrew Cartmela są przepiękne, twardookładkowe i mam nadzieję, że Wydawnictwo Mag wrzuci kolejne części w swój plan wydawniczy, ponieważ historia jest dynamiczna z wyrazistymi postaciami. Opowieści trzymają za gardło jak na dobry kryminał przystało.
Na końcu obecnej listy pojawia się Kate Daniels, zamieszkująca Atlantę niedalekiej przyszłości. Miasto jest sponiewierane po wielkim wybuchu magii, która skutecznie wyłączyła z działania wszelką technologię. Powoli sytuacja wraca do normy, jednak już nie będzie tak jak wcześniej, szczególnie gdy przypływy magii sieją dalsze spustoszenie. Wraz z nimi oczywiście przybywa różnego rodzaju istot o nadprzyrodzonych mocach.


W takich to okolicznościach przyrody poznajemy Kate - zadziorną, pyskatą dziewczynę z tajemnicą, która sięga daleko w przeszłość i jest związana z krwią Kate. Dosłownie i w przenośni. Kate to buntowniczka z krwi i kości, mająca na podorędziu nie tylko potężną magię, wyjątkowych znajomych, ale również wiecznie głodny miecz.
Jak widać książek spod znaku urban fantasy jest dość sporo (pewnie więcej niż to, co powyżej, a o czym mi jeszcze nie wiadomo) i można przebierać w bohaterach, historiach, klimatach... Każdy znajdzie pewnie coś dla siebie. A jak nie znajdzie w tym odcieniu fantastyki, to może w innym. Najważniejsze, żeby się dobrze czytało!

Komentarze