Przejdź do głównej zawartości

Celujemy

A po co? A na co?

Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉

#16

Naciągam mocno czarne rękawiczki. Nie mogę zostawić żadnych śladów. Nie tak jak ostatnim razem. Dziś nie wolno mi się pomylić. To musi być robota doskonała. Bez wpadek. Bez wahania. Muszę działać automatycznie, wyłączając przy tym wszystkie emocje. Nie wolno mi się bać, ani zastanawiać w nieskończoność. Będę miał tylko jedną szansę i to dosłownie przez chwilę, bo czymże jest trzydzieści sekund?
Rozglądam się wokół. Nie widać nikogo. To może być dobry znak, albo też nie. W tym fachu nigdy nie wiadomo. Nasłuchuję chwilę, żeby się upewnić czy wszystko w porządku. Wśród ścian panuje nieprzenikniona cisza. Na podjeździe nie widać samochodu.
Dotykam szklanej tafli. Delikatnie popycham i po chwili słyszę cyknięcie. To znak, że okno ustąpiło. Nim otworzę je szerzej sprawdzam czy nie jest podłączone do jakiegokolwiek alarmu. Nie znajduję niczego podejrzanego, więc postanawiam wejść do środka. Uchylone okno jest dla mnie zaproszeniem do dalszego działania. Przechodzę przez nie wprost w zachęcającą ciemność domu. Teraz czas na najważniejsze.
Rozglądam się chwile. Muszę określić swoje położenie i znaleźć schody prowadzące na górę. Są niedaleko głównego wejścia. Dobrze. Po wszystkim, jeśli będzie trzeba uciekać, pozwoli mi to zaoszczędzić mnóstwo czasu. Tymczasem podchodzę do pierwszych stopni. Teraz muszę być szczególnie ostrożny. Każdy nierozważny krok może się dla mnie źle skończyć. Jedno skrzypnięcie i koniec ze mną.
Wchodzę stopień, po stopniu. Nasłuchuję czy wszystko w porządku. Jeszcze jeden krok i będę na górze. A wtedy zostanie mi już tylko jedno… Czuję, że ta chwila nieuchronnie nadchodzi. Czuje to też moje całe ciało. Ręce zaczynają się pocić i lekko drżeć. Oddech staje się przerywany, nerwowy. Nie mogę się jednak temu poddać, tak niewiele dzieli mnie od zwycięstwa.
Wkraczam do pokoju na prawo od schodów. Chwytam za klamkę. Staram się otworzyć drzwi najciszej jak można. Niespodziewane skrzypnięcie włącza ogłuszający alarm w mojej podświadomości. Rozglądam się nerwowo. Wbrew sobie zaczynam dyszeć. Uspokajam się dopiero po chwili. To były tylko te stare drzwi. Nic więcej. Biorę głębszy wdech i wchodzę do pokoju. Teraz albo nigdy.
Pod oknem widzę wielkie łóżko. Ktoś leży przykryty całkowicie kołdrą. Widać jedynie, jak co jakiś czas unosi się ona nieznacznie znamionując spokojny sen. Podchodzę bliżej. Staję obok i obserwuję.
- Kładź się wreszcie zamiast się tak gapić na mnie - dociera do mnie głos spod kołdry. - A jak nie masz kluczy to nie wchodź oknem, tylko zadzwoń do drzwi jak człowiek, ok?
- Tak, kochanie - mówię całując żonę. - Nigdy więcej. Przyrzekam.


Komentarze