Siedzi naprzeciwko. Patrzy na mnie swoimi wielkimi, przerażającymi oczami. Patrzy i czeka na mój najdrobniejszy ruch. Czeka aż wstanę, by wtedy móc się zerwać i w tempie błyskawicy dopaść do mych nóg i zmusić mnie do tego wszystkiego. Kolejny już zresztą raz. Siedzi tam i czeka szczerząc kły, które błyszczą w blasku księżyca jak stalowe ostrza. Tak się właśnie uśmiecha do mnie dając mi znak i mówiąc bez słów: No już! Czekam! Dawaj i rusz się wreszcie!
Mierzymy się jeszcze chwilę wzrokiem. W końcu nie wytrzymuję. Wstaję gwałtownie i ruszam. Jednak to go wcale nie zwodzi. Dopada do mnie natychmiast i nie odstępuje ani na krok. Przyspieszam a on przyspiesza wraz ze mną. Nie może mnie zgubić. Nie teraz. Nie w tej chwili. Czuję, że nie dam rady wygrać tej konfrontacji.
Niemal równo ze mną dobiega do celu. Jest ciemno, więc biały kolor obudowy przyciąga nas oboje jak magnes. Chwytam drżącą dłonią za klamkę. Słyszę ciche pomruki za sobą. Wiem, że tam jest. Nawet nie muszę się oglądać by mieć pewność. Przełykam głośno ślinę. W uszach dudni mi serce. Ręce mam mokre jakbym wyciągnął je wprost spod kranu. Ześlizgują się z klamki, kiedy tylko staram się ją mocniej uchwycić. Krótkie warknięcie wybudza mnie z odrętwienia. Nie mam wyjścia. Muszę to zrobić.
Otwieram drzwiczki i zalewa nas poświata tak jasna, że jestem zmuszony zmrużyć oczy. Niemal dostrzegam jak i on odwraca głowę zaskoczony siłą światła.
Sięgam ręką do wnętrza i chwytam soczysty kawałek. Czuję jak coś z niego spływa wprost na mój nadgarstek. Wzdrygam się niezauważalnie. Odwracam się czując na plecach jego wzrok. Nie czekając na kolejny wrogi pomruk, rzucam zdobycz do miski stojącej nieopodal. Ciche plasknięcie upewnia mnie, że trafiłem.
- Masz piesku – mówię. – Zasłużyłeś sobie na dobrą kolację.
Klepię mojego pupila po głowie i przyglądam się jak radośnie rzuca się na jedzenie. Prawdziwy koneser smaku.
Komentarze
Prześlij komentarz
Chcemy tylko kulturalnych komentarzy!