Przejdź do głównej zawartości

Celujemy

A po co? A na co?

Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉

#14

Skradam się. Przeciwnik nie odpuszcza nawet na moment,  więc nie pozostanę mu dłużny.
Widzę jak siedzi, jak wyczekuje następnej dogodnej chwili, by zadać cios. Nie zamierzam mu na to pozwolić. Obiecuję sobie, że będę szybszy, przebieglejszy. Czekam więc i obserwuję w skupieniu. Nie pozwolę mu zwyciężyć i mnie dopaść. Tym razem to ja będę górą.
Zauważam jak szykuje się, by zaatakować lub jedynie zmniejszyć dystans między nami. Pozostaję w bezruchu licząc na to, że mnie nie spostrzegł. Pozwalam mu myśleć, że w tym starciu to on jest drapieżcą. Niech poczuje się pewnie a wtedy… a wtedy popełni ten jeden malutki błąd, a ja będę gotowy do zadania ostatecznego ciosu. Wystarczy jedno, celne uderzenie i zwycięstwo będzie moje.
Czuję, że się zbliża. Tak od niechcenia. Sprawia wrażenie obojętnego, ale wiem, że nie spuszcza ze mnie wzroku. Zastyga w bezruchu. Teraz czas na mnie. Przysuwam się bliżej. Nieznacznie, ale bliżej. Staram się to zrobić naturalnie tak, żeby go nie spłoszyć. Kątem oka obserwuję przeciwnika. Nic go nie zaniepokoiło. Sięgam do boku po broń. Przygotowuję ją ostrożnie. Będę miał tylko jedno podejście, więc nie wolno mi spudłować. Na kolejną szansę przyjdzie mi długo czekać, a może i słono zapłacić za jakikolwiek błąd… On jest zdolny do wszystkiego. Muszę się mieć na baczności.
Zastygam jak Sfinks. Zwietrzył coś. Rozgląda się, po czym wraca do przerwanej czynności. Siedzi tam spokojny, pewny siebie, nie wiedząc, co go za chwilę spotka. I dobrze. Zasłużył sobie na to! Pomszczę wszystkich, którzy ucierpieli z jego ręki! Zakończę to raz, na zawsze.
Zbieram się w sobie. Robię głęboki wdech. Nabieram w płuca tyle powietrza, ile się da, jakbym zamierzał zaraz zanurkować.
Nagle odwraca się w moją stronę. Spogląda mi w oczy. Nie mam wyjścia. Muszę atakować. Uderzam jednym, zwinnym ruchem. Trafiłem! Przeciwnik pada. Przepełnia mnie czysta, dzika euforia. Padł i to za jednym strzałem. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Odprawiam taniec radości. Wtem rozlega się głos:
- Nie zabijaj komarów! Zostaną plamy na ścianie!

Komentarze