Przejdź do głównej zawartości

Celujemy

A po co? A na co?

Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉

#12

Otępienie przyszło znienacka, niezapowiedziane i jak zwykle pogrążyło cały świat w bezruchu. Dotyczyło to świata zewnętrznego, jak i wewnętrznego. Miało się wrażenie, że nawet krew doznała tego stanu i płynie leniwie, właściwie tak z przyzwyczajenia bardziej. Przez grubą skorupę budowaną na drodze łączności wszechświat – ja, niełatwo było się przedrzeć czemukolwiek i komukolwiek.
Najchętniej człowiek zostałby w tym swoim przytulnym, ciemnym miejscu, ale w końcu jakiś dźwięk dotarł do resztek świadomości. Pociągnął myśli i pobudził niektóre neurony. Okazało się, że obudził te, które sterują całą maszynerią główną.
Dźwięk powoli, z wielkim uporem parł do przodu. Nie pozwalał się zignorować żadnej cząstce świadomości i podświadomości. Rozrywał więzy tak szczelnie oplecione wokół myśli katatonika. Ciął je jak ostrym nożem ceramicznym, który potrafi się przegryźć nawet przez kości.
Jedyną pociechą było to, że przy całej tej operacji katatonik nie czuł wiele – dźwięk nie zbudził jeszcze tych neuronów i radosnych ich połączeń odpowiedzialnych za czucie czegokolwiek, ale już był bliski wypełnienia i tej misji pobocznej. Za chwilę pełna zdolność odczuwania miała pojawić się w nerwach.
Oczy katatonika powoli zaczęły drgać pod powiekami. One wiedziały, że coś się dzieje, że w środku trwa wielka bitwa pomiędzy olbrzymią chęcią trwania w słodkim stanie odrętwienia i niezważania na nic, a znakami, które docierały z zewnątrz, by wyciągnąć poszkodowanego z ciemnej toni katatonii.
Wędrówka była żmudna i długa, ale dźwięk nie poddawał się, nie ustawał walczyć z wszystkimi napotkanymi, związanymi i sklejonymi myślami. Nie rezygnował nawet z uwolnienia pudełka nicości. Zajrzał wszędzie, w każdy milimetr ciała. Jego celem głównym było wyciągnięcie świadomości z otchłani i mroku ciemności.
Nagle powieki otwarły się zupełnie, bez zapowiedzi. Powietrze napłynęło do ust. Płuca łapczywie pragnęły go wciąż więcej i więcej, jakby katatonik oddychał po raz pierwszy w życiu. Mięśnie obolałe cierpiały przy każdym ruchu. Głowa ciążyła i miało się wrażenie, że zamiast niej ma się ciężką dynię położoną na tyczkę sięgającą metr nad ziemią.
I wtedy błysnęła ona – pierwsza myśl. „Dziś sobota – śpimy dalej”


Komentarze