Przejdź do głównej zawartości

Celujemy

A po co? A na co?

Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉

#10

Dłoń boli mnie niemiłosiernie. Czuję jak palce nie chcą mnie słuchać. Nie potrafię wykonać najmniejszego ruchu. Zupełnie jakby już ich tam nie było.
Mrowienie przechodzi rękę na wskroś. Najpierw przez opuszki a potem dalej. Nic tego nie zatrzyma. Nie ma już chyba na to ratunku. Oprócz jednej rzeczy.
Sprawdzam czy z drugą kończyną wszystko w porządku. Na szczęście tak. Mogę nią swobodnie ruszać, więc zabieram się do działania nim będzie za późno. Nim bezwładność opanuje resztę ręki a nie tylko dłoń. Trzeba będzie to zrobić.
Patrzę żałośnie na moje palce. Patrzę przepraszając je w duchu za to, co mam zamiar zaraz uczynić. Wiem, że nie będzie to łatwe. Że będzie bolało bardziej niż teraz. Wiem to. Ale jeśli coś pójdzie nie tak, to nie będzie już żadnych innych opcji, poza jedną, poza spotkaniem z nim. A tego bym nie chciał. Nie teraz, kiedy tak naprawdę wszystko właśnie zaczyna się układać. Nie teraz. Po prostu nie teraz.
Zbieram się w sobie. Muszę zaryzykować. Wbiegam do kuchni. Szybko wyciągam z szuflady i szafek potrzebne rzeczy. Przygotowuję nawet ręcznik, żeby nie pochlapać mebli. Wiadomo, może być różnie.
Robię kilka głębszych wdechów. Mrowienie wciąż postępuje. Teraz albo nigdy. Zaczynam.
Ból rozchodzi się po każdej komórce, ale ja nie przerywam tego, czego już przerwać się nie da. Już za późno. Nie mogę. Już postanowiłem.
Wszystko trwa dosłownie kilka chwil, ale ból nadal nie chce odpuścić. Próbuję kolejny raz i kolejny, aż w końcu wszystko ustępuje. Udało się.
Oddycham ciężko. Na czole czuję krople potu.
- Nigdy więcej nie wyjdę w taki mróz bez rękawiczek – obiecuję sobie na głos, wyciągając dłoń z miski pełnej zimnej wody.

Komentarze