Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉
Nawiązywanie kontaktów to ciężka sprawa. Ale zawsze trzeba jakoś zacząć, nawet jeśli mamy się poznać z obcymi sobie istotami niekoniecznie pokroju ludzkiego.
Pierwszym poznanym przeze mnie w życiu obcym był... E.T.! Spodziewaliście się pewnie innej odpowiedzi typu: brat, siostra, co nie? Bohater filmu Stevena Spielberga z roku 1982 (!) to przemiły obcy, który przez przypadek trafił na Ziemię a tutaj zaprzyjaźnił się z pewnym chłopcem i jego młodszą siostrą. Fabuły zdradzać nie będę, bo trzeba zwyczajnie film zobaczyć. W końcu Spielberg to klasa sama w sobie, a historia zagubionego E.T. ma wiele uroku.
Jednak ten kontakt nie należał do prostych i zwyczajnych, ponieważ pierwszy raz zobaczyłam film Spielberga na kasecie video w wersji... niemieckiej, nagrany z satelity. Nawiasem mówiąc wiele filmów się tak za dziecka obejrzało. Niektóre też po czesku, więc bywało zabawnie (wyskakuje Batman i mówi: ty se nie bój! Ja sem nietoperek!). Ale wracając do E.T., to w pamięci utkwiła mi niemiecka fraza, kiedy to obcy dzwoni do swoich (E.T. telefoniren na hauze, na hauze...)
Ubaw po pachy z tym oglądaniem filmów po niemiecku. Oczywiście starsze rodzeństwo też miało ubaw strasząc mnie E.T. czy Diabłem Piszczałką, ale to już zupełnie inna para kaloszy.
Potem przyszedł czas na kontakt z prawdziwymi gwiazdami kosmosu: Obcy Ósmy pasażer Nostromo (1979 rok) oraz Predator (ten z Arnoldem z roku 1987). Tych dwóch tytułowych zawodników to już zupełnie inna liga niż uroczy E.T. Z żadnym z nich nie chciałabym nawiązywać innego kontaktu niż tylko poprzez ekran telewizora/monitora czy książkę (tak, tak, książkę, ponieważ Alan Dean Foster postanowił przenieść Obcego w świat papierzany i powiem, że jest moc).
Oglądając te filmy po latach, mogę stwierdzić z czystym sumieniem, że wciąż dają nieźle popalić. Pieczołowicie przygotowane efekty specjalne niewiele tracą na swojej świeżości, a fabuła w obydwu filmach trzyma w napięciu do samego końca. Obcemu udało się potem utrzymać poziom w kolejnych częściach, a jak było z Predatorem... cóż... różnie.
Alien/śródło: www.imdb.com
Predator/źródło: www.imdb.com
A dziś podobno dzień przytulania 😁 (takiego przytulaka nie polecam)
Na ogół jednak to nawiązywanie kontaktu jak widać jest dość skomplikowane, szczególnie, że każdy chce kogoś zaatakować 😉 Książkowo też wcale nie ma lepiej. Przykładem może być seria Marka Kloosa Frontlines.
grafika do serii Frontlines/źródło: Fabryka Słów
Świat jaki znamy jest przeludniony i wykorzystany do maksimum, więc główny bohater Andrew Grayson zaciąga się do wojska. I akurat wtedy na kolonie ziemskie ustanowione na innych planetach napadają obcy (pewnie znaleźli okienko w terminarzu). Zaczyna się walka o każdy kawałek kosmosu, a w szczególności o ten najważniejszy - Ziemię.
Ciekawe jak nam wyjdzie (lub wyszedł już) ten rzeczywisty kontakt z istotami spoza ziemskiej cywilizacji, skoro nawet czasem ciężko nam się dogadać wzajemnie, a wszystkie scenariusze przewidują srogi koniec takiej znajomości. Cóż... zobaczymy 😉
Komentarze
Prześlij komentarz
Chcemy tylko kulturalnych komentarzy!