Przejdź do głównej zawartości

Celujemy

A po co? A na co?

Powiedziano mi, że warto, aby blog miał swój cel, żeby czytelnicy wiedzieli po co to wszystko. Na pewno mogę napisać czym ten projekt nie będzie. Raczej nie znajdziecie tutaj typowych recenzji albo wykładów na tematy różne, ponieważ takich blogów i miejsc jest dość dużo i prowadzą je często osoby, które robią swoją robotę znacznie lepiej niż ja. Stawiam na luźne podejście do tematyki około fantastycznej i nie tylko. Takie pisanie bez spiny, bez zadęcia. Może dodatkowo pojawi się tutaj kilka małych podprojektów, ale to się jeszcze okaże. Cel jest jeden: radośnie ująć to, co się ma w głowie i ucieszyć tym kogoś. Wszystkie teksty są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej, stąd wszelkie niedociągnięcia to mea culpa, mea maxima culpa. Strona może ulegać jeszcze niewielkim przeobrażeniom w trakcie transmisji 😉

#5

W gniazdku elektrycznym, domowym, typowym, płynie prąd o napięciu 230V. Oczywiście pewnie każdy chociaż raz za dziecka albo nawet i dość niedawno, sprawdził czy rzeczywiście to tak kopie jak opowiadają. Rzeczywiście idzie w pięty. Potwierdzam. Potem człowiek chodzi pobudzony i lekko nieswój 😉 Podobny sposób oddziaływania, ale już bardziej na ludzką psychikę niż fizykę, mogą mieć książki, filmy lub muzyka.

Z ostatnim w pierwszej chwili bardzo kojarzy mi się serial Miasteczko Twin Peaks i ta psychodeliczna ścieżka dźwiękowa. Fabuła serialu opiera się na poszukiwaniu winnego śmierci Laury Palmer w tytułowej mieścinie, gdzie co krok pojawiają się wybitnie podejrzane indywidua.
Osobiście nigdy nie obejrzałam tego serialu od początku do końca - rodzice śledzili wątki, ja byłam za mała (i nie, że wzrostem, bo tutaj niewiele się zmieniło przez lata) i nie pozwalali oglądać. Wtedy nie było internetów, więc taki zakaz skutecznie pozbawiał dostępu do mediów. Potem ojciec kupił kasetę magnetofonową z muzyką z filmu (autor  Angelo Badalamenti, który robi dobre dźwięki) i notorycznie, co wieczór, podczas jednych wakacji spędzonych w Wiśle, zapuszczał przed snem. Aż mnie ciary przeszły na samo wspomnienie, ale próbki poniżej:

 

Przyznam, że muzyka ma swój klimat, wpasowujący się idealnie w serial, ale... wieczorną porą nieźle idzie w pięty.
Co do filmu wybieram do stawki psychodelików mistrzowskie Ptaki Hitchcocka z 1963 roku. Reżyser wybitny i mam nadzieję, że większości znany. Potrafi sprawić, że jedna scena, w której pozornie nic się nie dzieje, tętni życiem. Uwielbiam. Ptaki to też film, na który za dziecka miałam szlaban, więc dopiero później udało mi się go obejrzeć od początku do końca.
Historia w skrócie: miasteczko portowe, w którym nagle ptaki zaczynają atakować ludzi. Strachu, co nie miara. Jednak na mnie jedna sekwencja z filmu robi szczególnie mocne wrażenie za każdym razem. Chodzi o moment, kiedy bohaterka stoi niedaleko szkoły przy placu zabaw i pali papierosa. Scena trwa kilka minut, podczas których widzimy jak zabójczych skrzydlatych przybywa za plecami kobiety.


Napięcie poszło w górę, prawda?
Jeśli chodzi o książki... mówi się, że mistrzem grozy jest King czy Masterton. Nie wiem. Nie próbowałam. NIe znam się. Nie wypowiem się. Co do Kinga może się wypowiem, ale innym razem ;) Dla mnie niedawno przeczytane książki, gdzie siedziałam wpatrzona w te mrówki drukarskie z zapartym tchem to (starałam się wybrać kilka z hordy przeczytanej): Hel Jarosława Grzędowicza o podboju księżyca; Berserk Pawła Majki o ludziach, w których budzi się bestia; Pacjent zero Jonathana Maberry o (klasycznie) ataku zombie. Od wyboru do koloru. Mi te powieści zmroziły krew w żyłach z różnych powodów. Głównym jest bardzo prawdopodobny scenariusz naszej przyszłości... Polecam sprawdzić. Może kiedyś dłużej sobie o nich popiszę 😉
W tym wszystkim ważne jest, że trzymanie napięcia w fabule to dobra i potrzebna sprawa. Byle tylko nasze gniazdka i przewody to wytrzymały! Czego nam życzę 😁

Komentarze